sobota, 26 września 2020

WYZWANIE 52 KSIĄŻKI - Czym jest i o co chodzi?

WYZWANIE 52 KSIĄŻKI - Czym jest i o co chodzi?

 Cześć wszystkim!

Wracam tutaj na bloga z kompletnie nową odsłoną. Będzie to coś, czego do tej pory na żadnym z moich blogów nie mogliście zobaczyć, a mianowicie...


WYZWANIE 52 KSIĄŻKI

Podjęłam wyzwanie w tym roku po raz pierwszy. W ciągu roku mam zamiar przeczytać 52 książki. Dołączycie do mnie?

Nie jest ważne kiedy zaczniesz. Ja zaczęłam od czerwca. Weź pierwszą  książkę i spróbuj.

Nie jest ważne ile stron będzie miała książka. Ważne, żebyś wybrał(a) coś dla siebie. Coś co może Ci się spodobać. Czy będzie miało to 100 czy 1000 stron nie ma znaczenia. 

Wyzwanie jest dla każdego. Stwórzmy społeczność w której będziemy się wspierać. Nie tylko w czytaniu, ale w codzienności również. 

Moje wyzwanie trwa od 01.06.2020.

Co obecnie czytacie?


piątek, 2 lutego 2018

#10 Dżinsy

,,Ja lubię dżinsy, szpilki, długie rzęsy'' - to tekst jednej z piosenek disco polo. Leci często w VOX FM, kiedy jadę do pracy. Podróż autobusem zajmuje mi około 20 minut. Kiedy jeżdżę 7:01 nie problem ze znalezieniem miejsca. Słuchawki w uszach, telefon w dłoń i czytam Anonimowe Historie.

Zdaję sobie sprawę, że większość z nich jest zmyślona. Ale trafiłam ostatnio na bardzo ciekawą, która zainspirowała mnie do napisania postu. 

Ludzie podążają za tym co modne, nowe, co lubi większość. Kupują ubrania, które niekoniecznie pasują do ich figury, słuchają muzyki, chociaż nie rozumieją jej przekazu. Robią to co inni twierdzą, że im pasuje. Nie wyobrażam sobie nawet sytuacji, kiedy ktoś do mnie podchodzi i mówi: ,,Ej, słuchaj, powinnaś słuchać metalu, pasuje ten styl do Ciebie''. Co z tego, że pasuje, skoro go nie lubię?

Był moment w moim życiu, gdzie kupowałam buty nie ze względu na wygodę, a wygląd. Razem z przyjaciółką szłyśmy do sklepu, wybierałyśmy cudeńka dla siebie, a później cierpiałyśmy katusze. Bardzo się cieszę, że z tego wyrosłam i myślę, że moje stopy również. 

Podążamy za czymś, czego niedokońca jesteśmy świadomi. Jeśli nie podoba Ci się Iphone, to po co go kupowac? Czy serio to jabłko z tyłu jest tyle warte? Czy nie lepiej będziemy się czuli z tym, co nam pasuje?

I tu pojawia się drugi temat. Jeśli nam to pasuje - może nie pasować innym. A o tym, czy jesteśmy na to gotowi, świadczy tylko nasza dojrzałość. Bardzo długo nie miałam przyjaciół. Ciągle się czymś wyróżniałam. Ale znalazłam ich. I tu wiadomość do wszystkich. Nie znajdziecie nikogo, dopóki nie będziecie sobą. Fajnie jest kogoś udawać, ale ludzie szybko się poznają. Zobaczą, że w niektórych sytuacjach jesteście inni. Jeśli ktoś nie chce z Wami gadać, bo robicie coś wbrew niemu - jego sprawa. To jego strata. I również z drugiej strony - nie walczmy o ludzi, którzy mają atencję. Ludzi, którzy są lubiani. Jeśli mają nas polubić, zrobią to. Ile razy oglądałam filmy, gdzie ktoś był poniżany przez tych ''fajnych'', tylko po to żeby wkupić się do super ekipy.

Nie róbmy czegoś bo tak pasuje innym. Nie lubmy czegoś, bo inni to lubią. Kierujmy się sercem. To takie proste.

A poniżej wklejam historię, która zainspirowała mnie do tego postu:


Zawsze gdy widzę "Januszy" z wystającym spod T-shirtu bębnem, wyśmiewających się ze skądinąd niebrzydkich, ale "pełniejszych" kobiet, zalewa mnie krew. Podobnie jak wyśmiewanie lub niezrozumienie osoby szczuplej, która jest w związku z osobą z nadwagą.

Mam wspaniałą dziewczynę, która ma piękny uśmiech, jeszcze piękniejszą duszę, która chciała być ze mną nawet wtedy, jak nic nie miałem, gdy jeździłem do niej autobusem, a nie samochodem, i która waży o 10 kg więcej ode mnie. Ileż to razy słyszałem od znajomych, że "stać mnie na lepszą dziewczynę", i tu zachodzi pytanie: czy nadwaga czyni kogoś gorszym? Czym mamy się kierować w życiu, jak nie miłością?

Niestety wychodzi na to, że ludzie szukają sobie partnera tak jak szukają dla siebie dżinsów - "musi do mnie pasować i muszę się w nich podobać innym", a chyba nie tędy droga? Kiedyś też wybierałem kobiety względem moich oczu i niestety, znalazłem "swój ideał". Skończyłem niestety jako młody rozwodnik, z kredytami i długami na koncie. Teraz wiem, czym jest miłość i wiem, co to znaczy być kochanym. I jestem z tego powodu bardzo, bardzo dumny.
Nie chcę "lepszej dziewczyny", choć wiem, że mógłbym mieć jeszcze niejedną.

wtorek, 30 stycznia 2018

#9 Pierze

Jem właśnie Raffaello, kokos przykleja mi się do zębów i zastanawiam się o czym mogłabym Wam dzisiaj powiedzieć. Klikam na zmianę zakładkę blogspot,facebook,blogspot,facebook. Ktoś wrzuci zdjęcie, ktoś do mnie napisze. Nagle wyskakuje mi okienko konwersacji z przyjaciółkami. Jedna z nich pisze: ,,Dziewczyny mam newsy!''. Po przeczytaniu jej - wbrew pozorom - bardzo długiego wypracowania na temat naszej koleżanki z liceum, już wiem o czym będzie dzisiejszy post.

Biorę ślub - to już wiecie. I oprócz podstawowych rzeczy, takich jak kupno zaproszeń, zarezerwowanie sali i terminu u Dj'a, nadszedł czas na Nauki Przedmałżeńskie i Poradnię Życia Rodzinnego. Podchodziłam do tego sceptycznie, z nastawieniem głównie na tematy o ''planowaniu rodziny''. Myślałam, że ksiądz stanie na środku sali i będzie opowiadał o tym w jaki sposób i kiedy wolno uprawiać seks, a kiedy nie. Na szczęście wyglądało to zupełnie inaczej.

Poruszaliśmy różne tematy, również te krępujące. Nie wiem w sumie, która strona bardziej była skrępowana. Ale rozmawialiśmy również o tym, jak żyć z drugą osobą, jak starać się dogadać, co robić, by było lepiej. Rozmawialiśmy też o spowiedzi. I temat zszedł na plotki.

Ksiądz opowiedział nam anegdotkę - czy prawdziwa to nie wiem. Postanowiłam, że podzielę się nią z Wami. Pewnego razu spowiadała się kobieta. Wyznała księdzu wszystkie swoje grzechy, a na samym końcu powiedziała: obgadywałam koleżanki. Ksiądz wysłuchawszy jej do końca, rozgrzeszył ją i dał pokutę. Poprosił, żeby wróciła do domu, wzięła poduszkę z pierzem i idąc całą drogę z domu do Kościoła rozrzucała to pierze po ulicy. Kiedy skończy niech przyjdzie do niego. Kobieta zdziwiła się niesamowicie, ponieważ po raz pierwszy w życiu dostała tak dziwną pokutę, ale nic nie powiedziała. Wróciła do domu, wzięła ze sobą starą poduszkę, zrobiła dziurę i zaczęła iść w kierunku kościoła, po drodze rozrzucając pierze. Po 15 minutach pojawiła się przy Księdzu i powiedziała, że wykonała pokutę. Ksiądz odpowiedział: ,,Dobrze. A teraz idź i pozbieraj to pierze.'', kobieta na to: ,,Ale proszę księdza, jest okropny wiatr, przecież nie uda mi się pozbierać wszystkiego. Jak mam to zrobić?'' Na co ksiądz: ,,Widzisz, taką moc ma plotka. Powiesz jednej osobie, a gdzie pójdzie dalej, nigdy nie możesz być pewna.''

Kiedyś rozmawiając ze znajomą powiedziała mi: ,,Pamiętaj, że twój przyjaciel ma swojego przyjaciela''. I coś w tym jest. Musimy uważać na to co i komu mówimy, bo bardzo szybko możemy się zawieść. Czasem wydaje nam się, że znamy kogoś bardzo dobrze. Wskoczylibyśmy za nim w ogień. Ale zastanówmy się dobrze, czy ta osoba też by wskoczyła, czy przeciwnie, podsycałaby go.

środa, 24 stycznia 2018

#8 Przychodnia

Nie lubię chodzić do lekarzy. Wolę leczyć się domowymi sposobami, a niewielkie przeziębienia przeczekać. Wiem, nie jest to dobre rozwiązanie. Kiedy już idę do lekarza, to głównie do specjalisty i są to wizyty prywatne, bez kolejek, bez problemów, bez czekania. Są jednak sytuacje kiedy muszę iść do internisty, a nie uśmiecha mi się płacić nie wiadomo jakiej sumy. 

Jestem osobą, która cierpi na problemy z hormonami, więc jeśli chodzi o pobieranie krwi, powinnam mieć kartę stałego klienta. Gdy byłam nastolatką, nauczyciele myśleli, że biorę narkotyki, bo był to okres, gdzie badanie krwi miałam non stop. Czasami nawet dwa razy w tygodniu. 

Przyszedł styczeń, a wraz z nim badania kontrolne poziomu krwinek, hormonów itp. Tydzień przed badaniem poszłam do lekarza internisty po skierowanie. Opisałam mu moją sytuację, ponieważ był to nowy lekarz w naszej przychodni, pogadaliśmy, dostałam kwitek, receptę na dodatkowe płyny i super, mogę iść do badania. Szkoda, że spóźnił się około 40 minut i nie zdążyłam zrobić ich tego samego dnia. No nic, pomyślałam, będę musiała pojawić się tutaj w następnym tygodniu. 

Wypełniłam wniosek urlopowy, wzięłam wolne i oto jestem. Nadeszła środa, budzik zadzwonił już o 6:40. Nałożyłam szybko sweter, spodnie, umyłam zęby i biegnę. Muszę być w kolejce do badania pierwsza, ponieważ moje badanie robi się co dwie godziny. Im wcześniej będę, tym szybciej, po dwóch godzinach wyjdę. Dobiegłam i oto jestem. Wchodzę, patrzę, jestem ja i jeden starszy pan. Miły, uśmiechnięty, przeziębiony. Oprócz przeziębienia to z wyglądu typowy dziadek, rozpieszczających swoje wnuczki. Na oko 80 lat. Mówię dzień dobry, czy jest do rejestracji, czy do badania, on odpowiada, że do rejestracji, więc super jestem pierwsza. Siadam na ławce, wyciągam książkę. Jest 7:10, więc do otwarcia drzwi jeszcze 50 minut. Zatapiam się w książce. (Dla ciekawskich ,,November 9'' - Colleen Hoover) Po około 20 minutach muszę rozprostować nogi. Zebrało się już sporo osób, więc staję w odpowiedniej kolejce (niestety ławka u mnie w przychodni obowiązuje jedynie dla osób do rejestracji. Jesteś do laboratorium? To stój, bo możesz). Stanęłam przy ścianie, oparłam się o nią plecami i czytam dalej. W pewnym momencie, wcześniej opisany pan, wstaje i idzie w moje ślady. Ma zamiar przejść się po korytarzu, oglądając super-hiper-ciekawe plakaty, promujące zdrową żywność, szczepionki i badanie piersi. Kiedy doszedł do połowy korytarza - zemdlał. Padł na podłogę twarzą na posadzkę i zaczął się trząść. Podbiegło do niego kilka osób, próbując przewrócić go na plecy i sprawdzić, czy nie rozbił sobie głowy. Pan szybko odzyskał przytomność, ale w pobliżu nie było żadnej pielęgniarki. Razem z innym mężczyzną z poczekalni zaczęliśmy stukać o drzwi, aby ktoś na nas zwrócił uwagę. Stukaliśmy dobre 6 minut, aż wyłoniła się zdenerwowana pielęgniarka, że ktoś w taki sposób przerywa jej picie kawy. Gdyby mogła, zamroziłaby nas wzrokiem, ale szybko pokazaliśmy jej palcem, leżącego na zimnej posadzce mężczyznę. Zawołała koleżanki i przystąpiły do pomocy. 

Po odzyskaniu całkowitej przytomności pacjenta, pielęgniarki zadzwoniły po pogotowie. Oczywiście po drugiej stronie słuchawki, standardowe pytania. Ile Pan ma lat? 83. Czy jest przytomny? Wpół przytomny. Jak ma na imię? Stefan. I tak dalej, i tak dalej. Według mnie, rozmowa ta trwała zbyt długo. Pielęgniarka wręcz wybłagała, żeby przyjechała karetka, bo pan głośno powiedział, że nie jest w stanie się podnieść, nie czuje nóg i ma problemy z mówieniem. Zgłoszenie przyjęto.

Wiecie ile czekaliśmy na karetkę? 20 minut! Po 15 zadzwoniła ponownie pielęgniarka, przypominając, że już zgłaszała potrzebę karetki i nikt nie przyjechał. Po drugim telefonie, karetka zjawiła się w 5 minut. 

Pan ponownie musiał wziąć udział w Q&A. Kiedy odpowiedział na wszystkie pytania i zaznaczył, że ma problem z mówieniem, że nie czuje nóg i boi się, że to jakiś udar, panowie z karetki, postawili go na nogi (!), wzięli pod boki i kazali zejść ze schodów. Wszyscy w przychodni popatrzyliśmy się po sobie i pokiwaliśmy głowami. Co za debile. Ktoś za nimi krzyknął, że on nie zejdzie sam po tylu schodach. Nic to, da radę. Modliłam się tylko o to, aby ten biedny człowiek nie spadł z tych schodów i nie doszło do tragedii. 

Po zamknięciu się drzwi, w poczekalni zawrzało. Nikt nie pomyślał o tym, że pan był przeziębiony i przeziębienie również osłabia człowieka, a w tym wieku to tym bardziej. Mieszkam w dużym mieście, więc teraz 100 punktów dla osoby, która zgadnie, co według osób w poczekalni było przyczyną zasłabnięcia?

.
.
.
.

SMOG. 
Po tej teorii spiskowej, drzwi do laboratorium się otworzyły i nie musiałam dalej przebywać z tymi ludźmi. Zastanawiałam się tylko skąd oni biorą takie pomysły. Z telewizji?

sobota, 20 stycznia 2018

#7 Porada

Nadszedł w moim życiu czas, na który wiele kobiet w związkach czeka. Wychodzę za mąż. Nie już, teraz. 16.06.2018. Wyjątkowa data. Wiele miesięcy przygotowań, stres, nerwy, aż wreszcie nadejdzie ten niesamowity dzień. Nie mogę się doczekać. 

Jak każda kobieta, chcę aby ten dzień był niezapomniany. W dobie dzisiejszego Internetu, w dobie Facebooka, istnieje mnóstwo grup, gdzie mogę poprosić o poradę, doradzenie, czy zainspirowanie. I dziś będzie właśnie o takich grupach. 

Nie chcę się czepiać. Nie chcę wyjść na wredną i podłą. Ale po prostu nie rozumiem. Nie rozumiem. Kiedy wchodzę na jedną z największych grup, gdzie znajdują się Panny Młode te przed i po, chcę znaleźć jakąś inspirację, jakiś pomysł, to co widzę? Milion postów odnośnie:

a) ,,Przyszły nasze obrączki. Co myślicie?'' - DZIEWCZYNY! to są WASZE obrączki. To ma być symbol WASZEGO złączenia, założenia rodziny, bycia jednością. Nie ludzi z grupy. To mają być takie obrączki, które mają dla WAS znaczenie, nie dla obcych Wam osób. Jeśli wszyscy w grupie napiszą Wam: ,,ale brzydkie'', ,,nie podobają mi się'' , ,,ja bym takich nie kupiła'' to co? Zmienicie? Naprawdę, aż tak musicie się dowartościować?

b) ,,Dziewczyny, co grawerujecie na obrączkach?'' - kolejne świetne pytanie. Kiedy my wybieraliśmy grawer, chcieliśmy aby było to coś naszego, coś co nas opisuje, jakieś nasze zdanie, nasze słowo, coś co mamy tylko my. Jeśli nie macie pomysłu, okej, wygrawerujcie datę, imię czy zdrobnienie jakim się nazywacie, nie ma problemu. Ale dlaczego chcecie, żeby to obcy ludzie, z którymi nie będziecie mieć później kontaktu, doradzali Wam jaki macie mieć grawer? A może wolicie wziąć czyjś grawer, jako ''inspirację'', a później do końca życia pamiętać, że ten pomysł nie jest Wasz, nie wyszedł z Waszego serca, a z serca innej pary. 

c) ,,Kupiłam sukienkę. Jak Wam się podoba?'' - Co Ci mam dziewczyno napisać? Że Cię pogrubia, nie pokazuje Twojej talii, albo wygląda jak ukradziona z garderoby serialu Korona Królów? Co to zmieni? Ja rozumiem, że osoby, które wstawiają takie posty, liczą na to, że wszyscy napiszą: ,,Genialnie wyglądasz'', ,,Bardzo Ci pasuje'', ,,Jesteś śliczna''. Dziewczyny... ile osób, tyle opinii. To Wy się macie dobrze czuć. Macie bliskich. Jeśli nie chcecie się doradzać Pana Młodego, bo nie powinien Was widzieć w sukni przed ślubem, spytajcie mamy, siostry, cioci, świadkowej. Jeśli macie upatrzona sukienkę wcześniej - super. Wyślijcie ją na grupę, poczytajcie opinii. Ale co Wam z opinii, kiedy suknia już zapłacona? Często płacicie za nią około 3 tysięcy złotych. I tylko dlatego, że kilka osób napisze Wam, że źle wyglądacie, sprzedacie ją? Wątpię. I zamiast cieszyć się z tego dnia, z wesela, w głowie będziecie mieć tylko to, że kilka nieznaczących dla Was osób napisało Wam, że źle wyglądacie. A najlepsze są kobiety, które dodadzą taki post, a później mają pretensje, że ktoś je skrytykuje. 

d) ,,To mój makijaż ślubny. Co myślicie? Zostały nam dwie godziny do ceremonii'' - Czy naprawdę dwie godziny przed ślubem, chcesz przeczytać, że Twój makijaż to jedna wielka porażka, że masz źle rozświetlone policzki, nierówno nałożone cienie, źle wykonturowaną twarz, a kolor szminki nie pasuje do koloru ściany na zdjęciu? (tutaj czas na wygooglowanie sobie słowa ''sarkazm'', rada ta pojawia się na blogu po raz drugi)

To tylko cztery przykładowe posty, które udało mi się niedawno zlokalizować i które sprawiły, że zwątpiłam w niektórych ludzi. Na grupie o której głównie piszę znajduje się obecnie 29 284 członków. Czy Wy naprawdę myślicie, że każdemu z nich spodoba się Wasza suknia, makijaż, czy obrączki? Ja rozumiem pytania o kolor przewodni, o doradzenie jaką wódkę kupić, o poradę odnośnie butów, czy prezentu dla rodziców (choć tutaj też mi się wydaje, że powinno to być coś od Was, od serca). Zrozumiem nawet zapytanie o zaproszenia, w końcu dajemy je innym osobą i zależy Nam, aby przypadły do gustu, ale nie popadajmy w paranoję. To jest przede wszystkim dzień Twój i Twojego wybranka. Nie ludzi. I nie przede wszystkim obcych ludzi. Kochane, macie wokół siebie ludzi, którzy Was dowartościują. Powiedzą Wam, że wyglądacie pięknie. Bierzecie ślub z mężczyzną, który na pewno widział Was bez makijażu, bez ciuchów i nadal Was kocha. Wrzućcie na luz. To ma być idealny dzień. Ale nie dzień w stresie, rozpaczy i depresji. A przede wszystkim to ma być Wasz dzień, a nie Wasz i internetowych ''przyjaciół''. 

Postów o ślubie pojawi się niedługo więcej. 



Copyright © 2016 Wyzwanie 52 książki , Blogger